Strach, ból i wycieńczenie. Te uczucia towarzyszyły mi od ponad 2 miesięcy.
Umrę, jeśli czegoś nie wymyślę ~ Te słowa cały czas chodziły mi po głowie.
Od urodzenia mieszkałam u trzech miłych pań, po których mam imienia, ludzie zawsze byli dla mnie mili i życzliwi, ale kiedy okazało się, że jestem wilkiem, a nie psem wszytko się zmieniło, strzelali do mnie. Musiałam uciekać, a wczoraj popełniłam błąd, podeszłam do starszego uśmiechniętego pana. O wyciągną broń, zaczął szczelać. Dostałam dwa razy w tylnią łapę i teraz leżę ledwo żywa jakiś kawałek od Rancha w lesie.
Las ? Wilki ! ~ To była moja ostatnia nadzieja. Zawyłam, żałośnie i położyłam się czekając na pomoc albo śmierć.
Po jakimś czasie zauważyłam jakiś ruch.
- Pomocy ! - zawołałam najgłośniej jak dałam radę.
Zza krzaków wyszła Waderka.
- Proszę pomóż mi - jęknęłam, ponieważ noga znów zaczęła mnie mocno boleć.
Wadera i jej towarzysze szybko uciekli, a ja już pogodziłam się ze śmiercią i zemdlałam.
Po jakimś czasie obudziły mnie głosy. Otworzyłam oczy i zobaczyłam Majestatycznego wilka.
< Silverus ? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz