- T..Tak? - wydukała lekko wystraszona Anya.
- Masz opatrzyć jej rany...
- Annabell - zwróciłem się do poszkodowanej wilczycy - Anya zajmie się tobą... Ja w tym czasie muszę coś załatwić.
- Dobrze - odpowiedziała Ann, wstrząśnięta jeszcze trochę całą sytuacją.
- RUSTY! Chodź ze mną! - krzyknąłem.
Razem poszliśmy jakoś uporać się z Luminą. Zaprowadziliśmy ją do zamkniętej jaskini. Miałem zamiar poważnie z nią porozmawiać. Wilczyca kulejąc posłusznie cały czas za nami podążała. Nadal była jakaś niespokojna.
- LUMINA! Możesz mi łaskawie wytłumaczyć, co ty w ogóle odwalasz?! - krzyknąłem ze złością.
Wilczyca skuliła się tylko i odpowiedziała ze skruchą:
- J..Ja przepraszam panie.
Szczerze? Miałem jej już odpuścić... Była jedną z najlepszych. Jednak zepsuła wszystko, gdy dodała do swojej wypowiedzi jeszcze kilka słów:
- Przepraszam... Przepraszam, że zaatakowałam tą przeklętą, głupią Annabellkę z tej przeokropnej watahy!
W jej oczach znów pojawiła się nienawiść. Postanowiłam tym razem powiedzieć coś trochę spokojniej.
- Uwierz, moja droga.... Ja też chcę zniszczyć tą watahę... Ale odpuśćmy na jakiś czas...
Po tym zdaniu od razu wyszedłem z jaskini, a Luminę zostawiłem z Rusty'm.
- Ann już lepiej? -spytałem, gdy dotarłem do punktu medycznego.
~~ Annabell?? ~~
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz