- Cudownie moja droga! Ale uwierz mi życie przywódcy jest tak męczące! - powiedziałem udając zmęczenie - I w dodatku wszystko robię SAM! Ale nie o mnie rozmawiajmy. Co słychać u ciebie moja droga?
Annabell opowiedziała mi wszystko ze szczegółami. Słuchałem jej uważnie do samego końca.
Nagle kątem oka spostrzegłem Luminę, która wpatrywała się w naszego gościa z nienawiścią.
Nim zdążyłem zareagować rzuciła się na Annabell z głośnym warkotem. Nie wiem co ją napadło. Zaatakowana wilczyca dzielnie stawiała opór ciosom mojej wojowniczki, jednak Lumina wpadła w taki stan furii, że ciężko było ją powstrzymać.
Skoczyłem szybko do walczących wader, aby je rozdzielić. Chwyciłem opętaną nienawiścią wilczce za kark zębami i odciągnąłem do tyłu.
- Rusty! Pilnuj jej! -krzyknąłem ze złością i od razu wróciłem do Annabell.
- Nic Ci się nie... - nie zdążyłem dokończyć. Ku wielkim zdziwieniu wszystkich Lumina zdołała wyrwać się Rusty'iemu, przy okazji przewracając go na ziemie. Znów biegła ze złowrogim uśmiechem wprost na Ann.
Stanąłem na jej drodze próbując ją jakoś powstrzymać. Była jakby nie ona. Jej oczy zrobiły się takie zimne i... czarne. Zwolniła trochę tempo i wpatrując się we mnie martwym wzrokiem podchodziła coraz bliżej.
- Lumina, masz w tej chwili się uspokoić! - krzyknąłem władczo.
To widocznie ją rozzłościło, bo odepchnęła mnie na bok i znów stanęła oko w oko z Annabell.
Na szczęście wtedy pojawił się Rusty. Skoczył na waderę i wgryzł się w jej łapę. Trzymała tak długo, aż wilczyca trochę się nie uspokoiła. Później trzymał ją tylko przy ziemi. Miał zakrwawiony pysk... To krew Luminy...
Wtedy najszybciej jak potrafiłem znów pobiegłem do Annabell.
- Nic Ci nie jest? - spytałem.
Jednak nim wilczyca odpowiedziała rozległ się głośny, mrożący krew w żyłach śmiech Luminy. Wszyscy spojrzeli na nią z lekkim niepokojem. Była inna...
~~~Annabell?? ~~
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz