- Tak... I to bardzo - odpowiedziałem z dyplomatycznym uśmiechem.
- ANYA! Masz w tej chwili zanieść to do centrum watahy i ustawić w widocznym miejscu! Tylko uważaj! To ważne dla mnie... - dodałem nadal uśmiechając się do Annabell.
- Mam dziś jeszcze jedną sprawę do załatwienia... Jeden ze strażników eskortuje cię do terenów twojej watahy - powiedziałem wstając ze swojego miejsca.
Jeszcze raz spojrzałem na wilczyce i dodałem:
- Aha... Spotkamy się dziś wieczorem o 20.00. Sama wiesz gdzie...
Potem poszedłem w swoją stronę. Pozałatwiałem kilka błahostek w watasze po czym wróciłem jeszcze raz do Luminy. Sprawdziłem tylko co z nią. Leżała gdzieś w koncie jaskini i patrzyła w ścianę.
Jej oczy nadal były pełne nienawiści. Nie zważając na to wyszedłem bez słowa.
Przypomniałem sobie o spotkaniu z Annabell. Pobiegłem do miejsca spotkania. Nie jestem zbyt... dobrym biegaczem, jak już wcześniej wspominałem, więc dotarcie na miejsce zajęło mi chwilę.
Jednak, w końcu byłem w jaskini. Ann już tam była.
- Witam moja droga... - powiedziałem z uśmiechem.
~~ Annabell? ~~
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz