Wstawać czy nie wstawać?... Od tego pytania zaczął się mój dzień. Było tak gorąco, że ani myślałam o tym żeby wyściubić nos z jaskini. Jednak ,ile można bezczynnie siedzieć? Podniosłam tyłek z ziemi i wyjrzałam na zewnątrz.
- Jak zawsze wszystko tętni życiem...- ironicznie pomyślałam spoglądając na straszącą swoim spokojem polane.
Przeciągnęłam się i leniwie wyszłam z jaskini. Truchtałam w stronę stawu, może przynajmniej tam będzie nieco chłodniej...
Po dotarciu na miejsce wskoczyłam do wody. Choć chwila odpoczynku i przyjemnego chłodu. Nagle usłyszałam za plecami cichy, ale szyderczy chichot... Zawsze bym go poznała...
- Widzę Lumino, że Chen znów wysłał cię na przeszpiegi... - powiedziałam patrząc w prosto w oczy wilczycy leżącej na jednym z głazów.
- Kiedy tak zmądrzałaś mała? - spytała z tym swoim uśmieszkiem - przyszłam tylko sprawdzić co dzisiaj ciekawego porabiasz.
- Żeby potem donieść MU ?
- Oj a ty tylko o nim...
- Przecież jest twoim panem i władcą... W końcu zawsze robisz co on każe... - dodałam ze złośliwością.
- On mną nie rządzi! Po prostu pomagam mu w unicestwieniu waszej wataszki... - odpowiedziała.
- Niech ci będzie... Długo jeszcze masz zamiar tu siedzieć?
- Calutki dzień, a co ? Czyżbym ci przeszkadzała księżniczko ? Tak bardzo przepraszam... - powiedziała z ironią.
- Cała ty...
Nagle coś usłyszałyśmy i obie zwróciłyśmy pyski w stronę odgłosu kroków....
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz