to jeszcze ranny po wczorajszej walce o teren.Spotkałem też kilka farmerów,przed którymi musiałem
uciekać.Spojrzałem na swojego towarzysza,mieszkał w pobliżu i często się z nim spotykam.
Pomaga mi szukać terenu na watahę,a tak nie przedstawiłem go,jest to jastrząb o imieniu Cierń.
-Widzi coś?-zapytałem.
-Jeśli chodzi o teren to nie,ale widzę jakieś wadery-odpowiedział.
-Jesteśmy od nich daleko?-zapytałem z chęcią spotkania jakiegoś wilka.
-Dwadzieścia kilometrów-powiedział-w szybkim tempie dojdziemy tam w około półtorej godziny.
Ja biegłem,on szybował.Byliśmy już blisko,trochę się zamartwiałem czy to przyjazne wilczyce.
Obejrzałem się za siebie,biegł tam zając.Nieważne, byłem już 2 kilometry od tego miejsca.
Po kilku minutach byłem na miejscu.Spojrzałem na wilczyce.
-Emm,no hej-powiedziałem niepewnie.
<Albino?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz